30 czerwca 2013

Ubezpieczenia na wesoło

Zauważyłam, że potęguje się zjawisko reklamowania  wykorzystujące semantykę 
z innych dziedzin życia. Już nikogo nie dziwi, że ktoś pisze o sobie- jako o "ewangeliście danego tematu”. Co nie oznacza, że jest ekspertem dziedziny, ale że ma na dany temat  dużo do powiedzenia. (!)



Różnica na pozór subtelna aczkolwiek istotna zwłaszcza dla tych, którzy chcą czegoś dowiedzieć. Najpopularniejszym zawodem operującym takim mnóstwem nadużyć językowych wydaje się być sprzedawca/ kupiec.
Minęły już bowiem czasy  starych i poczciwych sprzedawców, którzy budowali swoją wiarygodność w oparciu długoletnie kontakty z klientem. By  wzmocnić więc wizerunek kogoś młodego, przestraszonego i niekoniecznie zainteresowanego tym co sprzedaje zaczęto wykorzystywać język i słowa, które same w  sobie stanowiły wartość. Spowodowało to, że sprzedawca stał się konsultantem, account manager’em, opiekunem klienta, agentem, brokerem, dealerem.
Cóż pozostaje?-  nieodparta tęsknota za panią sklepową i sprzedawcą, którzy czekają w cieniu na swój  renesans.

Followers